Bierutowska Szpetlista

 

Każdy kto się w Bierutowie urodził lub wychował bez wątpienia darzy to miasteczko wielkim sentymentem. Ale nawet największy sentyment nie może przysłonić oczywistej prawdy, że jest ono miejscami po prostu brzydkie. I nie dzieje się tylko i wyłącznie dlatego, że przez całe dziesięciolecia nie dbano o nie, ale często po prostu dlatego, że nie poprawiamy czegoś, co jest do poprawienia niemal od ręki.


I choć być może my mieszkańcy już się do tego przyzwyczailiśmy, to jednak na przyjezdnych robi to okropne wrażenie i wyrabia taką, a nie nie inna opinię o Bierutowie.

Poniżej swoista lista przebojów, czyli miejsca najbardziej szpecące Bierutów.

Publikuję ją z ciężkim sercem, bo od teraz ma szansę zobaczyć te szpetne miejsca cały świat.

Nie można jednak liczyć na to, że jeśli przestanie się je zauważać to one znikną. One są i każdy może je zobaczyć tak czy owak.

Jeśli macie jakieś inne propozycje to proszę nadsyłajcie. Może podziała to wreszcie na kogoś mobilizująco.

 

The winner is...

Budynek dawnej mleczarni to obraz nędzy i rozpaczy w najlepszym wydaniu. Zdezelowane ruiny pewnie już w niedługim czasie zaczną rozsypywać się w gruzy. Budynek jest prywatny i jego stan najbardziej świadczy o jego właścicielu, ale szpeci po prostu Bierutów.

Stanowi też niemiłą niespodziankę dla kończących spacer na pięknej skądinąd "Alei pod dębami"

 


 

Ściana frontowa domu przy ul. Namysłowskiej. A za nią? Nic. Pustka.

Może nie byłoby w tym nic dziwnego gdybyśmy mieli rok 1945, ale przecież to juz XXI wiek. A przejeżdżające tędy codziennie setki ludzi pewnie na podstawie obserwacji tego budynku wyciągają wnioski co do ogólnego stanu naszego miasteczka .


 

Tym obiektem  warto byłoby zainteresować Hitchcocka, bo ruiny młyna to doskonała sceneria dla horrorów.

Przynajmniej byłby jakiś pożytek.


 

 

Kamienica przy ul. Wrocławskiej 4. Ludzie wysiedleni, a budynek niedługo zawali się chyba pod własnym ciężarem.

Był plan jego kapitalnego remontu, ale pewnie skończy się rozbiórką, bo tak najłatwiej i najtaniej. Tylko czy w miasteczku, w którym spalono cały zabytkowy rynek stać nas na tracenie tych kilku ocalałych kamieniczek w jego okolicy?


 

Ulica Przyjaciół Żołnierza na odcinku od rynku do bramy zamkowej, po zerwaniu asfaltu i postawieniu stylowych ławek, miała stać się główną spacerowo - handlową promenadą Bierutowa.

Jednak mocno nierówna kostka i szare, odrapane kamienice sprawiają niestety, że ten zakątek sprawia tak przygnębiające wrażenie, że zupełnie odechciewa się tu spacerować.


 

Niedługo minie 20 lat odkąd przy  ulicy Konopnickiej rozpoczęła się budowa sali widowiskowej, dziś przez okolicznych mieszkańców zwanej katakumbami.

Na początku budynek rósł w oczach, jednak szybko zrezygnowano z tego projektu, zamurowano wejścia i pozostawiono w stanie surowym, ponieważ nikt nie miał pomysłu co z tym zrobić.

Stoją więc "katakumby" i straszą, popadając z roku na rok w coraz większą ruinę, tym szybciej, że prawie po każdym większym wietrze ubywa dachówek, a uzupełnienia pojawiają się dopiero po kilku miesiącach.


 

Najpierw spalili ją czerwonoarmiści, potem przez 60 lat nikt nie potrafił jej choćby trochę wyremontować.

Udało się to dopiero dzięki samozaparciu ś.p. burmistrza Romana Kazimierskiego, który udowodnił, że dzięki chęciom niemożliwe może stać się możliwe.

Nie minęły jednak jeszcze 3 lata od jego tragicznej śmierci, a wieża, która była jego dumą znowu popada w ruinę. Na elewacji zachodniej i południowej atakuje  grzyb i to w tak zastraszającym tempie, że prawdopodobnie już za rok wieża na powrót stanie się obiektem oszpecającym rynek