Niebo nad
Bierutowem jest w zasadzie spokojne. Czasem słychać odległy szum,
a po nim pojawia się długa, biała smuga. To przeleciał
odrzutowiec. Czasem pojawi się jakiś dwupłatowiec, czasem
helikopter. Nie widać dwupłatowców ciągnących szybowce ani ich
samych. Za to od czasu do czasu w pogodny dzień słychać w górze
jakiś dziwny szum motoru.
Patrzysz w niebo
i widzisz jakby częściowy, fioletowy spadochron a pod nim siedzącą
postać. Macham ręką, pozdrawiam podniebnego pilota a on
odwzajemnia gest co znaczy, że mnie widzi. To mój Ikar i jego już
nie Dedalowskie skrzydła. To nowoczesna paralotnia.
Start jest gdzieś
z bierutowskiego „Zatorza”, Przelatuje nad miastem w stronę Widawy
i zawraca. Po chwili różowo-fioletowa czasza znika, gaśnie motor.
Znaczy to, że paralotnia wylądowała.
Postanowiłem
odtajnić mego Ikara, bo dotychczas poza nazwiskiem nic o nim nie
wiedziałem. Bierutowski Ikar to Zbigniew Kwiecień 48 letni
maszynista kolejowy. O lataniu marzył już od dzieciństwa ale wtedy
miało to być fruwanie na szybowcach. Paralotnie mało kto widział.
Marzenia małego
Zbyszka zaczęły się spełniać jego dorosłym życiu, gdy był już
żonaty i miał 2 synów. W 2004 roku odbył kurs paralotniowy w
Mieroszowie k. Wałbrzycha. Tam też odbył swoje pierwsze loty na
szkolnych paralotniach na stokach Wałbrzyskich gór. Pierwsze
swoje loty komentuje p. Zbigniew, że była to mieszanina euforii
połączonej ze strachem, z dużą dawką adrenaliny, i coś cudownego.
Nie wiem ile
ptasich piór zużył Dedal dla sklejenia 4 potężnych skrzydeł dla
siebie i dla syna i ile ptaków musiał uśmiercić. Pan Kwiecień
swoje „skrzydła” kupił okazyjnie w 2004 roku. Aby latać wyjeżdżał
w góry, bo tylko tam można latać na paralotni bez napędu,
wykorzystując wiatr i tzw. kominy powietrzne. Ale bohater naszego
portretu chciał latać nad swoim rodzinnym miastem. W 2006 roku
kupił więc paralotnię z napędem (silnik z ogromnym śmigłem) i w
marcu tegoż roku odbył pierwszy lot nad Bierutowem. Startuje (a
jest to najtrudniejszy element całego lotu) z nieużytków w
okolicach ul. ul. Wrocławskiej i Osiedla i zawsze pod wiatr. Jego
paralotnia to różowo-fioletowa czasza połączona linkami z wygodnym
fotelikiem z pasami bezpieczeństwa, silnikiem i 120 cm. śmigłem.
Steruje dwoma uchwytami z linkami sterowniczymi. Zabiera ze sobą
aparat fotograficzny i robi zdjęcia.
Bierutów wygląda
piękniej niż jest w rzeczywistości. Z lotu ptaka najpiękniej
prezentują się najczęściej czerwone dachy. Przelatuje nad miastem
z północy na południe, dociera do Widawy i zawraca. Nie lata nad
lasami, bo przy ewentualnej konieczności lądowania jest to
niebezpieczne. Po prostu nie ma gdzie wylądować. Lądowanie odbywa
się w miejscu startu i jak twierdzi nasz paralotniarz nie jest to
trudny manewr W przeciwieństwie do tego co ja o tym sądziłem.
Następnie pakuje swoje zabawki do samochodu i jedzie do domu,
gdzie oczekują go synowie i żona, która akceptuje niezwykłe hobby
męża, choć nie ukrywa, że w czasie jego latania odczuwa pewien
lęk, a poza tym ma swojego konika a mianowicie haft gobelinowy
krzyżykowy na kanwie.
Wysokość lotu na
paralotni nie wyznacza, tak jak w przypadku Dedala i Ikara,
odległość od słońca (temperatura) i morza (wilgotność) ale
przepisy prawne. Sam lata na wysokości od 150 do 300 m. Długość
lotu zależy od ilości paliwa. Pełny zbiornik starcza na 3 godz.
lotu.
W Oleśnicy
znalazł nasz Ikar kolegów paralotniarzy (m.in. wiceburmistrza m.
Oleśnicy p.Pawłowskiego) i założyli Oleśnickie Stowarzyszenie
Paralotniowe. Przewodniczącym jest oczywiście p.Zbigniew.
Są też loty
zbiorowe z oleśnickimi przyjaciółmi nad Oleśnicą, ale nasz
bierutowski Ikar uwielbia loty na swojskim niebie. Swoją pasją
zaraził swego starszego syna Michała, który po ukończeniu kursu
podobnie jak ojciec też już samodzielnie lata. I teraz nie wiem
czy jest to Dedal i Ikar czy też dwóch Ikarów-starszy i młodszy
(jak ten z mitu).
Pan Zbigniew
Kwiecień jest pogodnym, radosnym człowiekiem zarażonym niezwykłą
pasją i chyba dobrze, że znalazł się na naszej stronie
internetowej zwanej „Bierutowian portret własny”. Aby portret był
pełny muszę powiedzieć, że nasz Ikar jest jeszcze zapalonym
pszczelarzem od 30 lat. Jego pasieka stoi przy drodze z Oleśnicy
do Bierutowa.
P.S.
Pan Kwiecień nie jest pierwszym
bierutowskim paralotniarzem. Wcześniej latali Tomasz Osadkowski i
Łukasz Barowicz, który aktualnie jest pilotem w U.S.A.
Zygmunt FEDYK