|
W roku szkolnym 1948/49 do pracy nauczycielskiej przystępują
Stanisława Bońcarz (potem długoletnia kierowniczka punktu
filialnego w Solnikach Małych), świecki katecheta Franciszek
Gondowicz i ks. Roman Gradolewski (proboszcz parafii bierutowskiej).
Dzieci
biorą udział w wycieczce do Wrocławia na słynną wystawę Ziem
Odzyskanych.
10.10.1948r. szkoła zostaje po raz pierwszy
zradiofonizowana (założono głoski zwane „kołchoźnikami”).
Szkołę opuszcza nauczyciel M. Mądrzak (rozpoczyna studia na
Wydziale Stomatologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego). Na jego
miejsce przybył p. Marian Skulski późniejszy długoletni
kierownik Szkoły Podstawowej
w Paczkowie, przybrany ojciec Teresy Skulskiej ((Podgórskiej)
nauczycielki w punkcie filialnym w Karwińcu.
Jesienią 1948r. rozpoczęły się prace porządkowe i
remontowe w budynku przy ul. Kolejowej 7 (byłe koszary) z
przeznaczeniem na szkołę.
8 marca 1949r. Komisja Społeczno- Oświatowa odebrała po
remoncie w/w budynek.
1.09.1949r. uroczyście rozpoczęto nowy rok szkolny przy
ul. Kolejowej 7. Uczęszcza do niej 467 uczniów.
Oprócz
wcześniej wymienionych nauczycieli, nauczanie w tej szkole na krótki
okres czasu podejmują p. Weronika Mirczyńska i p. Czesława
Skulska. Pierwszy kierownik szkoły p. E. Majkut przenosi się do
Zabrza.
W organizowanych przez szkołę uroczystościach zaczyna się
dominować ideologia marksistowsko- leninowska, która będzie
nasilać się aż do roku 1955.
Dożywianie w szkole cały czas jest prowadzone.
Jest
ono skromne, składa się z kromki posmarowanej smalcem lub bułki
i białej, osłodzonej kawy zbożowej.
W roku szkolnym 1949/50
zniesiono tzw. konferencje rejonowe, mające na celu dokształcenie
nauczycieli i integrację środowiska
(powrócono do nich w latach 60-tych) i zmienione je na
ideologiczną organizację zwaną Międzyzakładową Organizację
Zawodową pod patronatem ZNP.
Szkoła prowadzi dokształcanie dorosłych w formie kursów
dla analfabetów, a w późniejszych czasach powstaje Szkoła
Podstawowa dla Pracujących pod długoletnim kierownictwem p.
Marii Skorkowej, działa też przez pewien czas, założony przez
burmistrza T. Krupińskiego, Uniwersytet Robotniczy.
Nauczycielka Janina Derżko przenosi się do pracy do
Borowej, a później pracuje w punkcie filialnym w Karwińcu, do
którego dojeżdża z
ul. Osiedle unikatowym rowerem o drewnianych obręczach. Do pracy
przybywają nauczyciele: Leopold Konewko, późniejszy kierownik
Szkoły Podstawowej w Zbytowej (jest pochowany na cmentarzu w tej
miejscowości), Mieczysław Kasprzyk (zajmował się m.in.
harcerstwem) oraz Zofia Drozd (Słomska). Pan Kisielewicz przenosi
się do pracy w innej miejscowości.
Corocznie odbywają się wycieczki do różnych miejscowości:
Wrocławia, Sobótki, Krakowa, Szczecina, Gdańska i Gdyni,
Poznania i Warszawy.
Dzieci
pracują społecznie na wykopkach w PGR i Spółdzielni
Produkcyjnej w
Solnikach Małych, sadzą lasy, porządkują zieleń w mieście.
Pod nadzorem p. H. Mohs szkoła prowadzi hodowlę jedwabników
(sprowadzonych z Milanówka); część boiska szkolnego obsadzono
krzewami morwy, rosnącymi do dnia dzisiejszego.
W
szkole uczy się m.in. p. Janina Derżko, p. Magdalena Lipińska
(pochowana na cmentarzu w Bierutowie), Helena Mohs, Wanda Sołtys,
Zofia Hakemer, Stanisława Janecka. Religii uczył ks. Bronisław
Leszczyński.
13.01.1946 r. pierwsza po wojnie „Choinka” i „Jasełka”
dla dzieci. Powstaje pierwsze Koło Rodzicielskie.
15.11.1946
R. Inspektor Szkolny z Oleśnicy Józef Ciosek mianuje nowym
kierownikiem szkoły p. Aleksandra Widlarza.
Powstaje
nowy Komitet Rodzicielski; jego kierownictwo stanowią: p.
Kowalska, p. Arletowa prof. gimnazjum rolniczego, którego założycielem
i pierwszym dyrektorem był p. pułkownik J.Szmurło, p. Wyczółkowska
późniejsza długoletnia sekretarka szkoły.
Oprócz
wcześniej wymienionych w szkole uczą: Maria Widlarz, Adam
Kisielewicz, Stanisława Bień, katecheci ks. Marian Kubrycht i
ks. Eugeniusz Rychwa.
29.06.1947r. gazeta wrocławska „Słowo Polskie” po raz
pierwszy pisze o szkole w Bierutowie, a mianowicie informuje o
uroczystościach „Sobótki” i „Wianki” organizowanych nad
rzeką Widawa przez nauczycieli i dzieci Publicznej Szkoły
Powszechnej w Bierutowie.
W roku szkolnym 1947/48 powstaje (na jeden rok) klasa VIII,
uczy się w niej 16 uczniów, w tym jeden dwudziestoletni.
Szkołę w pierwszych latach wizytują inspektorzy szkolni
z Oleśnicy p. Józef Ciosek i p. Stefan Zelga.
Do
pracy przystępują następujący nauczyciele: Marian
Madrzak, Alicja Piotrowska (Skibicka), Katarzyna Drozd (Litwińska),
Stanisława Krwawicz.
W
komitecie Rodzicielskim udzielają się p. Sałamaszyński i
piekarz p. Świsulski.
19 marca 1948r. dzieci witają pierwszego biskupa Ziem
Odzyskanych kl. K. Milika.
W roku szkolnym
1951/52 do pracy przystępują p. Teresa Michalska i Barbara Rusak,
późniejsza długoletnia dyrektorka Powiatowego Ośrodka
Metodycznego i prof. Liceum Ogólnokształcącego w Oleśnicy.
Od tego roku przez kilka kolejnych lat szkołę wizytują:
Inspektor Szkolny Sylwester Cierpka i późniejsi inspektorzy w
osobach: Adam Chmiel, Marian Strzelcczyk, Stanisław Fedoryszyn.
Na boisku szkolnym powstaje bardzo efektowny ogródek
geograficzny (później zlikwidowany).
Z
dniem 1.09.1952r.
kierownik szkoły p. A. Widlarz na własną prośbę rezygnuje ze
stanowiska i przenosi się do Bolesławca. Kierownikiem szkoły
zostaje Leopold Konewko. W szkole pojawiają się nowi
nauczyciele: A.Lasota, E. Pryszczewska, Cz. Wojtczak (przewodnik
już nie ZHP a Organizacji Harcerskiej), J. Burła.
Św. Mikołaj „przeobraził się” już w Dziadka Mroza,
najwięcej imprez poświęca się Rewolucji Październikowej, Związkowi
Radzieckiemu i jego przywódcy.
W dniach 21 –24.06.1953r. odbyła się wycieczka do
Krakowa- Nowej Huty- Oświęcimia- Wieliczki (72 osoby),
organizator „Orbis” Wrocław, koszt 160 zł. od osoby.
W roku szkolnym 1953/54 kierownictwo szkoły obejmuje p.
Helena Mohs, kilka lat później przeszła do pracy jako
wychowawczyni w PDDz. w Bierutowie.
Szkoła zostaje zradiofonizowana ze środków wypracowanych
przez dzieci i komitet rodzicielski.
Przez długi okres czasu corocznie przy końcu sierpnia są
organizowane w Oleśnicy tzw. sierpniowe konferencje metodyczne
dla wszystkich nauczycieli w powiecie.
Nowi nauczyciele to : p. Krystyna Perl (Rosik- Rosińska),
Janina Slopecka, Stanisław Lewicki.
1 września 1953r. rozpoczyna działalność świetlica
szkolna. W szkole jest już 600 uczniów. Organizuje się zbiórki:
złomu, makulatury, tłuczki szklanej z przeznaczeniem na odbudowę
Warszawy. Wprowadzono regulamin uczniowski, w którym jeden z
paragrafów zakazywał przebywania dzieci na ulicach i miejscach
publicznych po godz. 20, w tym chodzenia do kina na wieczorne
seanse. W komitecie rodzicielskim pracują p. Sojak i p. Maniowski.
Dopiero w roku 1954 teren szkoły ogrodzono drewnianym
parkanem.
W roku szkolnym
1954/55 grono pedagogiczne zasilają tacy nauczyciele jak
Jercha Zofia i Marian, Małgorzata Rychlewska (Pietroń), Lidia
Rychlik, Danuta Zwierta, Zygmunt Drozd jako przewodnik OH.Z wyjątkiem
pierwszych pozostali nauczyciele to absolwenci tej szkoły.
W
roku szkolnym 1955/56 funkcję kierownika szkoły obejmuje p.
Stanisław Dachtera. Do pracy przychodzą nowi nauczyciele: Władysława
Maląg, Daniela Gajda, Marian Duda (Skuza), Maria Skowronkowa. Z
końcem roku szkolnego p. Zygmunt Drozd zostaje powołany do służby
wojskowej.
W 1956 roku pracę rozpoczyna p. Tadeusz Sulikowski
nauczyciel muzyki, twórca oryginalnego i znanego w świecie zespołu
mandolinistów. W szkole dochodzi do konfliktów między
kierownictwem szkoły, a częścią grona nauczycielskiego.
W roku szkolnym 1957/58 dokonany zostaje przez władze
miasta podział na dwie szkoły. Przy ulicy Kolejowej 7 powstaje
Szkoła Podstawowa nr 1, a przy ul. Oleśnickiej 6 Szkoła
Podstawowa Nr 2 przechodzą: Małgorzata Rychlewska (Pietroń),
Danuta Zawierta, Tadeusz Sulikowski i po powrocie z wojska Zygmunt
Drozd. Potem grono tej szkoły powiększa: Zofia Mika (Drozd),
Eugenia Wysocka, Anna Czerniatowicz, Genowefa Studzińska, Bogdan
Chamryk, Grażyna Kmieć (Zbryk), Ewa Rozwód (Brzozowska)(, Maria
Członkowska, Celina Data, Irena Knefel, Zofia Dziuba, Teresa
Robak, Mieczysław Szukalski, Michał Król, Tadeusz Skiba.
Do Szkoły Podstawowej Nr 1 „zwerbowani” w Studium
Nauczycielskim we Wrocławiu przez Inspektora Szkolnego Sylwestra
Cierpkę przychodzą nowi nauczyciele Jerzy Pietroń i Zygmunt
Fedyk. Funkcję z-cy kierownika szkoły pełni p. Alicja Skibicka,
a później Jerzy Pietroń.
Do szkoły wraca uroczystość św. Mikołaja, a 22
stycznia 1958 roku po wielu tarapatach w wojewódzkiej instytucji
cenzorskiej odbywają się „Jasełka” reżyserowane przez
Zygmunta Fedyka przy pomocy innych nauczycieli i rodziców. Za
pieniądze z przedstawienia zakupiono pomoce szkolne i
zorganizowano wycieczkę do Gdańska.
W
szkole uczy religii katecheta świecki p. J.Kozianowski oraz ks.
Marian Cembrowski.
Efektownie działa teatrzyk dziecięcy, który co roku
wystawia następujące sztuki teatralne: „Trzewiczki szczęścia”,
„Dzikie Łabędzie”, „Książę i żebrak”, „Serce matki
czyli Tomcio Paluch”, „O krasnoludkach i sierotce Marysi”.
Przedstawienia reżyseruje Z.Fedyk, pomagają mu nauczyciele
plastyki, zajęć technicznych, muzyki tacy jak: Alicja Lipińska,
Maria Skorkowa, Halina Kalukiewicz (Skupińska) ,Władysława Maląg,
Halina Jaworska, Józef Skraburski oraz wielu rodziców m.in. p.
Kojro, Szczęsna, Kosmala, Gadek, Berner, Kowalska, Domaradzka, Głowacka,
Bryłka (stroje), E. Lipiński (scenograf), J. Bryłka długoletni
przewodniczący komitetu
rodzicielskiego, Wł. Śmigielski, Karolak, St. Morawiec,
orkiestra dziecięca p. Bochenka. Z przedstawieniami teatrzyk wyjeżdża
do pobliskich wsi, do Oleśnicy i Namysłowa, do WDK we Wrocławiu
oraz bierze udział w wojewódzkich eliminacjach teatrzyków
szkolnych w Świdnicy. Fundusze zebrane z przedstawień w znacznym
stopniu przyczyniły się do wzbogacenia szkoły w pomoce
dydaktyczne (warsztaty stolarskie, maszyny do szycia, telewizor
/jeden z pierwszych w Bierutowie/, magnetofony, adaptery).
Niezapomniane kreacje aktorskie stworzyli :Zenon Szczęsny, Józef
Dumała, Maryla Śmigielska (Budziszewska) Jan Łoś, Adam i Jerzy
Głowaccy, Arkadiusz Staniszewski, Kazimierz Rychlik, Aleksander i
Mieczysław Kasprzakowie, Jerzy i Gabriel Różańscy, Stanisław
Szymanek, Henryk Winkowski, Anna kaproń, Grażyna Szczęsna (Skraburska),
Teresa Hyra, Elżbieta Sada, Krystyna Jarząb (Książak), Celina
Michalewicz, Halina Kosmala, Wojciech i Roman Gadkowie, Marek
Berner, Grzegorz Kojro, Andrzej Lipińskii, Barbara Kozera (Mindur),
Alicja Balińska, Władysław Paszkowski, Barbara Bielicka (Sędkowska),
Liliana, Ewa i Dorota Skibickie, Zygmunt i Kazimierz Lipińscy,
Ewa Adamczuk, Stanisław Lisiecki, Grzeegorz Kubat, Florian
Pilarski, Marek i Ryszard Gołębiowscy, Jan Wiśniewski, Urszula
Stefańska, Dariusz Stefański, Ewa Bryłka, Tomasz Fedyk, Zenon Otocki,
Małgorzata Krotla, Beata Kwiatoń,
Marek i Witold Słomscy, Robert książak, Maria Małecka,
Ewa Rębielak (Powązka), Wiesława Bobowska (Rogóż), Zbigniew
Kobierecki i Z. Gójski (wieloletni akompaniator).
Przedstawienia przygotowują również rodzice i
nauczyciele. Są to takie sztuki jak :”Skarb Stefana Zięby”,
„Imieniny Pana Dyrektora”, „Romans pani majstrowej”,
”Chata za wsią”, „Karpaccy
Górale”.
W roku szkolnym 1959/60 jest 569 uczniów. Nauczycielski
trud podejmują Aniela Samojca, Janina Stępień. Prężną działalność
prowadzą drużyny ZHP.
W 1960r. odbywa się pierwszy samodzielny obóz harcerski w
Bolkowie. Następne obozy mają miejsca w: Paczkowie (również
„Wodniacy” dh E. Lipińskiego), Szczyrku, Kliczkowie k. Bolesławca,
Szczawnie Zdr., Wojnowie k. Kargowej /również kolonia zuchowa
prowadzona przez dh. Alicję Lipińską/ Ustroniu Morskim, Gdyni
/Mały Kack/ z udziałem pionierów węgierskich, Dzwirzynie /2-
krotnie/, Jarosławcu /3- krotnie/ Lądku Zdroju oraz w Mrzeżynie
/co roku do obecnej chwili/, kilka obozów wędrownych. Obozy
prowadzą: Z. Fedyk, M.Skorkowa, J.Skraburski, J. Negler, M. Kłosowska,
a obecnie Komendant Hufca ZHP R.Kłosowski. 32 harcerzy wyjeżdża
na obóz nad Balatonem, zwiedzają też Budapeszt, a 4 harcerzy
bierze udział w międzynarodowym obozie zwanym „Malta” w
Mongolii /Z. Brzeżański, St. Krupka, P. Kluziak, G. Różański/.
Dzięki
obozom setki dzieci aktywnie odpoczywało i poznawało Polskę. W
obozach brali udział: p. dr J. Sujka oraz działacze komitetu
rodzicielskiego p. R.Sygit, L. Rozwód. Pomocnikami byli dh St. Różański,
Z.Kamiński, B.Kalukiewicz, L.Rychlik, R. Dembski, B. Górska i
inni.
Rozśpiewywali obozy: Halina Skupińska,
Kazimierz Oleniecki, Józef Bibik, 9Oleśnica), Magdalena
Wojtkowiak (Lisowska).
Organizowano zimowiska w : Zakopanem, Szklarskiej Porebie
/Z. Fedyk, R. Dembski, G.Skraburska, L. Klonowska, J. Nagler, K.
Rosińska/ w Roztoce k. Zakpanego/ R. Majcherek, E. Dumała, M. Kłosowska
/Sobótka i Srebrna Góra/ St. I R. Kłosowscy/.
Rok szkolny 1961/62 rozpoczyna się niefortunnie. Na czas
nie zakończono i tak niezbyt udanego remontu. Nauka przez
pierwsze dwa tygodnie września odbywała się pod lipami. Całe
szczęście, że wrzesień był w tym roku słoneczny.
Działa Spółdzielnia Uczniowska, która prowadzą kolejno
Wł. Maląg, A. Skibicka, M. Cegła. Spółdzielnia otrzymuje pięknie
wyremontowany klub w suterenie /dzisiejsza harcówka/.
Przez jeden rok WF prowadzi absolwent AWF we Wrocławiu p.
Jacek Dolecki syn kierowniczki szkoły w Wabienicach.
W 1966r. kroniki odnotowują duży wkład nauczycieli,
harcerzy w obchodach 700-lecia nadania praw miejskich naszemu
miastu oraz uroczystościach związanych z Tysiącleciem Państwa
Polskiego.
11 czerwca 1967r. Ośrodek ZHP otrzymuje od społeczeństwa
miasta Bierutów sztandar. Przy tej okazji odbywa się podniosła
uroczystość na stadionie miejskim. Duży udział w fundacji
sztandaru ma powołana Rada Przyjaciół Harcerstwa /p. R.Sygit,
L. Rozwód, J.Różański, J. Sujka/.
1 września 1967r. dotychczasowy z- ca kierownika szkoły
p. J.Pietroń odchodzi do pracy w Technikum Rolniczym, gdzie później
zostaje dyrektorem, a z- cą w SP nr 1 zostaje Z. Fedyk.
W tym też roku p. Zofia Hakemer przechodzi na emeryturę.
Kierownikiem szkoły nr 2 zostaje Małgorzata Pietroń, a zastępcą
Leokadia Oleniecka.
W SP nr1 podejmują pracę: K. Wojtczyk,
później długoletni z- ca dyrektora szkół, T. Skiba /z
SP nr2/ Czesława Zawadzka (Seniuk) z- ca dyrektora szkoły, R.
Majcherek również pełniący przez pewien czas funkcję z- cy
dyrektora szkoły oraz Jacek Negler pierwszy kierownik świetlicy,
z- ca dyr. Szkoły, twórca hymnu szkoły.
W 1969 r. szykanowany przez władze partyjne i oświatowe
kierownik SP nr1 p. St. Dachtera rezygnuje z tej funkcji.
Kierownikiem Wydział Oświaty i Wychowania w Oleśnicy mianuje Z.
Fedyka, który pełni ją nieprzerwanie /później dyrektor szkoły
i Gminny Dyrektor szkół/ do 1977r.
1.01.1970r. następuje w suterenach szkoły uruchomienie świetlicy
z dożywianiem. Kierownikiem świetlicy zostaje dotychczasowy
wychowawca w PDDz. J. Nagler.
W tym roku zostaje przeprowadzony generalny remont szkoły
w tym: likwidacja uciążliwych
piecy kaflowych i montaż CO, zamiana czarnych podłóg wykładziną
PCV, urządzenie węzła sanitarnego w budynku i likwidacja tzw.
wychodka na podwórzu, wymiana dachu, instalacja nowego oświetlenia,
elewacja budynku, zostaje wymieniony drewniany parkan na nowe
metalowe ogrodzenie, boisko asfaltowe do piki ręcznej i z maczki
korkowej do koszykówki /prace przy tych ostatnich w znacznym
stopniu wykonali uczniowie/, bieżnia, skocznia, tzw. zielona sala
gimnastyczna, którą potem nierozważnie rozebrano.
Wprowadzono,
po urządzeniu wielu gabinetów przedmiotowych, nauczanie w
systemie gabinetowym.
23.01.1971r. następuje bardzo podniosły moment w życiu
szkoły. Szkoła otrzymuje imię I Dywizji Wojska Polskiego im.
Tadeusza Kościuszki i sztandar jako dar społeczności
bierutowiskiej w uznaniu za jej osiągnięcia dydaktyczne i
wychowawcze. Matką chrzestną była b. żołnierz WP p. Stanisława
Grzesiak. Na budynku szkolnym umieszczono pamiątkowa tablicę.
Na wzór Wyścigu Pokoju
p. Z. Fedyk organizuje przez kilka lat bardzo atrakcyjną
imprezę tzw. „Mały Wyścig Pokoju”.
Pracę
podjęli Lidia Klonowska, późniejsza dyrektorka szkoły, J.
Skraburski, późniejszy z-ca dyrektora szkoły, Ewa Wąs.
Dzień 12.10. ustalono dniem Świeta Szkoły.
W czerwcu 1972 r. pp. R. Dembski i J. Skraburski urządzili
pierwszy spływ kajakowy
Widawą do Wrocławia.
W roku szk. 1973/74 rozpoczęto wdrażanie reformy
szkolnej. Gminnym Dyrektorem Szkoły zostaje Zygmunt Fedyk, z- cą
Jacek Negler, z- cą Zbiorczej Szkoły Gminnej K. Wojtczyk,
kierownik świetlicy Z. Matkowska.
1975r. w gminach powstają komendy hufca ZHP. Pierwszym
Komendantem Hufca zostaje R. Majcherek. Organizuje on jeden z
pierwszych w powiecie dziecięcy zespół
muzyczny /zespół otrzymuje bardzo nowoczesny sprzęt/.
Wprowadzony zostaje Kodeks Ucznia.
Dzięki staraniom Z. Fedyka powstaje I klasa LO dla Pracujących,
która dochodzi do matury. Pracy nad tworzeniem nowych klas z
nieznanych powodów zaniechał późniejszy Gminny Dyrektor Szkół.
W latach 1975- 1976 zostaje wybudowany /służący do dziś/
pawilon świetlicy z kuchnią i mieszkaniem woźnego. Jest
wreszcie miejsce na organizację wszelkiego rodzaju imprez
szkolnych.
Przygotowuje się rozbudowę Zbiorczej Szkoły Gminnej
poprzez dobudowę tzw. łącznika sali gimnastycznej. Z braku środków
i zaniechania działania przez późniejszych dyrektorów szkół
sprawa ta nie doczekała się realizacji.
W 1977 r. z funkcji Gminnego
Dyrektora Szkół zostaje ze względów politycznych i światopoglądowych
odwołany Zygmunt Fedyk. Funkcję tę powierzono Władysławowi
Jersze z Oleśnicy, który ją
pełnił do 1982 r. Z. Fedyk przez rok pełni funkcję z- cy
Gminnego Dyrektora Szkoły, a następnie przenosi się do pracy w
Oleśnicy i pracuje jako dyrektor MZEASz. W 1981 r. zostaje
wybrany Naczelnikiem Miasta
i Gminy.
W 1977r. w SP nr 2 trwa kapitalny
remont: wybudowano kotłownię, zainstalowano CO,
wymieniono instalację elektryczną, odmalowano szkołę i
wykonano elewację.
Szkoła Podstawowa nr 2 w ramach szlachetnej rywalizacji
organizuje również przedstawienia w reżyserii p. Danuty
Zawierty. Są to „O Godfrydzie – rycerzu gwiazdy
wigilijnej”, w roli głównej wystąpił J. Migała, oraz
nowoczesną sztukę pt. „Alfa”. Przedstawienia miały piękną
oprawę kostiumową i scenograficzną.
B. Chamryk organizuje obóz harcerski w Niesulicach.
21.01.1978 r. w uznaniu zasług SP nr2 otrzymuje imię K.
K. Baczyńskiego i sztandar. Przy tej okazji odbywa się podniosła
uroczystość z udziałem przedstawicieli władz oświatowych i
miejskich.
W organizacji różnego rodzaju imprez obie szkoły
utrzymują ścisły związek z Technikum Rolniczym, a w szczególności
z p. prof. Kazimierzem Olenieckim, który prowadzi znany Zespół
Pieśni i Tańca.
Funkcję przewodniczącego komitetu rodzicielskiego pełnią:
H.Mogą, p. Powąska, P. M. Matkowski i p. G. Maczaj.
Rok szkol. 1978/79 to pierwszy rok wdrażania kolejnej
reformy oświatowej, tym razem dziesięcioletniej szkoły średniej,
którą w późniejszych latach zaniechano.
W 1979 r. p. M. Pietroń zostaje zastepcą Gminnego
Dyrektora Szkół, aby potem objąć funkcję
z- cy Inspektora Oświaty i Wychowania i przez pewien czas
Inspektora Oświaty i Wychowania /do dnia 31.08.1987r./
Dyrektorem
SP nr zostaje p. Teresa Robak.
Kadra pedagogiczna / wraz z punktami filialnymi w Paczkowie
i Solnikach Wielkich/: Z. Słomska, L. Rychlik, J. Negler, D.
Grusza, E. Bardo, J. Wiśniewska, J. Korpecka, E. Dumała,
W.Antczak, J. Strojek, G. Szczęsna, H. Jaworska, W. Kozłowska,
J. Skraburski, H. Barczewski, M. Skorkowa, Al. Lipińska, A.
Skibicka, B. Górska, L. Klonowska, M. Kłosowska, M. Cegła, Sz.
Fijałkowski, W. Miara, K. Piasecka, R. Dembski, K. Rosińska, H.
Skupińska / kolejność wg zapisu w kronice/.
W roku szkolnym 1979/80 nastąpiła zmiana organizacyjna
szkół. Szkoła Podstawowa nr 2 zostaje przyłączona do
Zbiorczej Szkoły Gminnej i powstaje jedna szkoła w dwóch
budynkach. W budynku przy ul. Oleśnickiej uczą się dzieci klas
I-III, a w budynku przy ul. Kolejowej kl. IV-VIII.
Do pracy przystępuje Stanisława Kuźniarz (Kłosowska),
która od 1992r. pełni funkcję z- cy dyrektora szkoły.
Większość
imprez artystycznych przygotowują G. Skraburska, H. Skupińska,
W. Kozłowska, H. Jaworska.
W roku szkolnym 1980/81 funkcję z –cy dyrektora szkoły
obejmuje Celina Data. Pani Kazimiera Wojtczyk zostaje kierownikiem
świetlicy.
Umiera p. Jacek Negler. Z aktualnych władz nie ma Go kto
pożegnać. Czyni to jego przyjaciel Z. Fedyk. Umiera również
emerytowana nauczycielka M. Skorkowa.
Po raz pierwszy obchodzi się w szkole rocznicę
Konstytucji 3 Maja.
W 1982 r. z funkcji Gminnego
Dyrektora Szkół rezygnuje p. W. Jercha. Równocześnie
nowym GDSz. zostaje mianowany J. Michalak / dyrektor PDDz.w
Bierutowie/. Po likwidacji instytucji GDSz. P. J. Michalak zostaje
Inspektorem Oświaty i Wychowania
/od 1.09.1984r./
Dyrektorem Szkoły Podstawowej zostaje p. Celina Data, z-cą
p. L. Klonowska. Zastępcami dyr. Szkoły przy ul. Oleśnickiej są
kolejno: 1983-84 Genowefa Studzińska, 1984-86 Zofia Dziuba,
1986-93 Bożena
Gierczyńska, a później
Anna Czerniatowicz.
Administrację Inspektora Oświaty i Wychowania przenosi się
ze szkoły do pomieszczeń po byłym Przedszkolu nr 1 przy ul.
Kolejowej.
14.09.1986 r. p. J. Michalak rezygnuje z funkcji Inspektora
Oświaty i Wychowania i przez rok jest dyrektorem szkoły /po
rezygnacji Celiny Daty i przeprowadzeniu się do Oleśnicy/.
Nowi nauczyciele: S. Grusza, E. Michniewicz, M. Musioł, I.
Smlarczyk, M. Dąbrowska, J. Koźba, A. Michalak, E. Mąkosa, K.
Śliwińska, K. Dudak, E. Powązka, M. Pawłowski, Z. Lipiński,
D. Pietka, B. Majcher, Cz. Borówka, M. Machałek, L. Machałek,
A. Skuła, J. Kozera, M. Bielecka, A. Czechowski.
Powołany
zostaje pedagog szkolny w osobie Leny Matijuk.
2.03.1986r. dzieci zwiedzają Panoramę Racławicką
we Wrocławiu.
1987r. p.
Michalak przechodzi na emeryturę, a funkcję dyrektora szkoły
obejmuje Lidia Klonowska, z- ca dyr. zostaje Józef Skraburski. Z
jego inicjatywy powstaje Ognisko Pracy Pozaszkolnej. Dyrektorem
Ogniska zostaje p. Grażyna Skraburska.
Wprowadzony zostaje nowy przedmiot: elementy informatyki.
Zostaje uruchomiona jedna z pierwszych pracowni komputerowych.
Po przeniesieniu administracji oświatowej do Urzędu
Miasta i Gminy w pomieszczeniach urządzona zostaje nowa
biblioteka z czytelnią i przeniesiona ze szkoły pracownia
komputerowa. Pracownię prowadzi p. A. Czechowski. Uruchamia się
też salę do gimnastyki korekcyjno- wyrównawczej.
1.02.1987 r. funkcję Inspektora Oświaty i Wychowania
obejmuje p. F. Starobrat i pełni ją do 31.08.1990r.
/do likwidacji tego stanowiska i przejęciu szkół pod
administrację samorządową/.
Z-cą Inspektora Oświaty i Wychowania od 1.09.87r. do
31.08.90r. jest p. A. Czechowski.
W 1991r. w przekazanym przez parafię Domu Katechetycznego
uruchamia się 5 izb lekcyjnych dla kl. I.
W 1992r. wprowadzona zostaje zasada konkursowego wyboru
dyrektora szkoły. Dyrektorem zostaje p. A. Czechowski pełniący
do dziś tę funkcję. Z funkcji z-cy dyrektora rezygnuje również
p. J. Skraburski i zostaje nim p. St. Kłosowska.
Święto szkoły przeniesiono na dzień 23.01. tj. dzień
wyzwolenia po II wojnie światowej miasta Bierutowa. W tym dniu w
1994r. przygotowano podniosłą uroczystość. Wspomnieniami z życia
szkoły podzielili się p. A. Lipińska, p. Z. Fedyk a z dziejów
miasta drugi burmistrz p. Tadeusz Krupiński.
Szkoła aktywnie włącza się do międzynarodowych akcji
pod nazwą Międzynarodowy Dzień Ziemi, sprzątanie świata, gra
w zielone, ma poważne osiągnięcia w różnych olimpiadach
przedmiotowych i konkursowych.
Odbyło się spotkanie dwóch pokoleń tj. komendantów
hufców i harcerzy.
W latach 1989-90 rozpoczęto prace przygotowawcze do budowy
nowej szkoły. Wykupiono teren, wykonano dokumentację, wykonano
przyłącza: wodne, kanalizacyjne i energetyczne, intensywnie
szukano wykonawców.
W listopadzie 1993r. dzięki staraniom p. Burmistrza
Andrzeja Wojtkowiaka, Przewodniczącego Rady Miasta i Gminy
p. K. Mory i p. dyr. szkoły A. Czechowskiego ruszyła budowa szkoły.
Uczniowie naszych szkół byli laureatami różnych
konkursów i olimpiad powiatowych, rejonowych i wojewódzkich.
Absolwenci szkoły zajmują dziś zaszczytne miejsca w urzędach
/w tym w centralnych/ administracji państwowej i samorządowej,
instytucjach międzynarodowych, wielu jest pracownikami naukowymi
wyższych uczelni, wielu lekarzami i nauczycielami, profesorami
szkół średnich, księżmi, dyrektorami przedsiębiorstw,
biznesmenami itp. /chociaż zdajemy sobie sprawę, że to nie
tylko nasza zasługa/.
W
roku szkolnym 1994/95 w szkole pracują następujący nauczyciele:
Andrzej
Czechowski, Anna Czerniatowicz, Stanisława Kłosowska, Wanda
Antczak, Elżbieta
Bardo, Czesław Borówka, Maria Bielecka, Alina Koksanowicz- Boral,
Maria cegła, Halina Matuszewska- Czekaj, Mirosława Dabrowska,
Alicja Dmytruszyńska, Zofia Dziuba, Ryszard Dembski, Jadwiga
Karpińska, Jadwiga Kozera, Jolanta Korpecka, Irena Knefel,
Adriana Kłosowska, Lidia Klonowska, Ewa Kalcowska, Zenon Kociołek,
Stanisław Koziara, Jerzy Karwata, Jolanta Kasprzak, Teresa Lipińska,
Alicja Lipińska, Zygmunt Lipiński, Małgorzata Musioł, Irena
Matuszczyk, Anna Mazur, Anna Michalak, Elżbieta Michniewicz, Lena
Matijuk, Helena Mieczyńska, Anna Pilarek, Ewa Powązka, Joanna
Godlewska- Paluch, Urszula Rosik- Rosińska, Ewa Brzozowska,
Krystyna Suchodolska, Alicja Skuła, Jadwiga Strojek, Genowefa
Studzińska, Grażyna Skraburska, Józef Skraburski, Halina Skupińska,
Elżbieta Socha, Kazimiera Śliwińska, Wojciech Włodarczyk,
Eugenia Wysocka, Ewa Warczakowska- Wójcik, Grażyna Zbryk,
Wojciech Zgorzelski, Jerzy Ziembiński, Bożena Gierczyńska,
Danuta Grusza, Elżbieta Kozak, Urszula Rabiega, Stanisława
Zwierzyńska, Leszek Szkutnik, ks. Leszek Urban, ks. Wiesław
Tracz, Urszula Szymańska, Maria Pawlaczek, Elżbieta Słotta.
Pisząc
niniejsze kalendarium miał ogromne trudności w jego obiektywnym
i dokładnym opracowaniu z różnych względów.
Przyczyny
te to: brak materiałów źródłowych, np. zaniechanie
prowadzenia kroniki przez niektórych dyrektorów szkół,
utrudniony dostęp do nich, konieczność wybrania z dostępnych
informacji tylko niektórych wydarzeń; pominięto powtarzające
się, choć bardzo istotne w życiu szkolnym, uroczystości i
imprezy, ograniczenia techniczne /rozmiar niniejszego biuletynu/.
Autor starał się unikać wartościowania, choć się
wyzbył pewnej dozy obiektywizmu ze względu na uczuciowy stosunek
do pewnej części materiału źródłowego, którego też był
animatorem.
Ze względu na pomysł przygotowania pełnej monografii o
szkolnictwie w naszym mieście, czytających proszę o pewną dozę
tolerancji.
Zygmunt
Fedyk
Alicja Skibicka
wspomnienia
pierwszej nauczycielki
Po ukończeniu Seminarium dla Wychowawczyń Przedszkoli w
okresie okupacji na tajnych kompletach w Częstochowie , przybyłam
do Bierutowa i dołączyłam do grona nauczycieli przygotowujących
otwarcie szkoły w 1945r. Początkowo pracowałam jako
wychowawczyni przedszkola, które znajdowało się w tym samym
budynku szkolnym przy Placu Kościelnym. Małe dzieci otrzymywały
gorącą kawę, a chleb przynosiły z domu.
W
roku 1946 podjęłam pracę już jako nauczycielka..
Równocześnie uzupełniałam swoje pedagogiczne wykształcenie.
W szkole od samego początku rodzice zawiązywali Koło
Rodzicielskie, które czynnie współpracowało ze szkołą.
przewodniczącym był p. Sałamaszyński.
W 1946r. ruszyło dożywianie dzieci, które dostawały
drugie śniadanie bułkę i mleko.
W
tym samym roku urządzono choinkę z opłatkiem i jasełkami.
Uczniowie byli obdarowywani słodyczami i odzieżą z amerykańskich
paczek „Urna”.
W roku 1946/47 w tutejszej szkole pracowało 9 nauczycieli
oraz ks. Marian Kubrycht, który w 1948 r. z klasy siódmej i ósmej
zabrał ze sobą 5 chłopców do założonego przez siebie małego
seminarium duchownego. Dwóch z nich zostało wyświeconych na księży.
Był to ks. Konrad Łydżba i ks. Gerard Wysocki., obaj już nie
żyją.
Chór w szkole prowadził p. Adam Kisielewicz, który wrócił
z Sybiru. On to uczył dzieci przeważnie pieśni o treści
patriotycznej.
Przez cały okres 45 lat pracy w szkole w mojej pamięci
przewinęło się dziesiątki moich kolegów i koleżanek. Te późniejsze
sylwetki, które przez krótki okres czasu uczyły w szkole częściowo
zatarły się w mojej pamięci, a i wielu z nich już odeszło na
zawsze.
Kolejni
kierownicy szkoły, których mile wspominam, byli nie tylko
wychowawcami dzieci, ale i tej często młodej kadry
nauczycielskiej. Jeden z pierwszych, czyli drugi z kolei kierownik
szkoły, p. Aleksander Widlarz, którego mile wspominam, był
wysoki i przystojny. Chodził do szkoły trzymając w ręku dużą
teczkę, w której zawsze znajdował się kawałek placka, który
piekła jego żona, też nauczycielka.
Plackiem tym częstował nas a czasem i dzieci. Nosił też
przy sobie czarny notes, w którym notował przewinienia uczniów
i niesubordynacje nauczycieli.
W
notesie tym, było miejsce, gdzie zapisywał nauczycielskich dłużników.
Bez wahania pożyczał potrzebującym pieniądze, tylko prosił o
podpis obok pożyczonej kwoty. Był to, jak mówił, cyrograf na
duszę.
Pieniądze co miesiąc dla nauczycieli ja sama przywoziłam
z Oleśnicy pociągiem i były to również pieniądze dla
okolicznych szkół. Dziś na pewno nikt by się nie odważył tak
ryzykować wożąc tyle pieniędzy bez zabezpieczenia.
Jednym z nauczycieli był katecheta p. Gondowicz, który był
człowiekiem potężnie zbudowanym i do tego był bokserem. Pamiętam,
że jakiejś sprzeczce z kierownikiem tak mocno uderzył pięścią
w stół, iż kawałek blatu odpadł.
Byli też lekarze, którzy swoje obowiązki dzielili między
ośrodek zdrowia a szkołą. Pierwszym lekarzem szkolnym był p.
dr Bujak, po nim przyszedł p. dr Marian Popadiuk. Człowiek ten o
każdej porze dnia i nocy, nie biorąc grosza za usługę, służył
poradą dorosłym i dzieciom.
Jedna z późniejszych postaci, którą mile wspominam, był
p. Jacek Negler, który utrwalił swoją pamięć pisząc słowa
hymnu szkoły „Wśród wielu różnych miast”.
Dużo tych postaci uczniowskich i nauczycielskich przewinęło
się w mojej pamięci przez ten 45- letni okres mojej pracy, którą
rozpoczęłam w tej szkole i z niej też odeszłam na
emeryturę. Są też w tej szkole nauczyciele mi podobni,
którzy rozpoczęli swoją edukację w tej samej szkole i z niej
też odeszli na emeryturę. Są to p. Lidia Rychlik, p. Zofia Słomska,
p. Halina Jaworska.
Są
też jeszcze w naszej szkole nauczyciele, którzy swoją przyszłość
od dziecka związali z tą jedną jedyną szkołą, a są to: p.
G. Skraburska, p. Z. Lipiński, p. Teresa Lipińska, p. Ewa Powązka,
p. Ewa Kalcowska, p. Maria Bielecka, p. Ewa Rozwód, p. Alicja
Dmytruszyńska, p. Grażyna Zbryk, p. Elżbieta Słotta.
Alicja
Skibicka
Alicja
Lipińska
wspomnienia ucznia i nauczyciela
Do Bierutowa przybyłam ze Śląska z Dąbrowy Górniczej.
Ojciec mój już od marca 45 roku podjął pracę na kolei. Miałam
wtedy 12 lat i oczami dziecka patrzyłam na wydarzenia, które
rozpoczynały nowy etap mojego życia.
Od czerwca 45
roku do wyludnionego miasta zaczęły ściągać rzesze ludzi.
Byli to Niemcy, których ich władze zmusiły do opuszczenia domów
przed nadciągającym frontem. Polscy wysiedleńcy ze wschodnich
terenów Polski, oraz ci, którzy szukali pracy w nowej
rzeczywistości, przybywając ze Śląska i centralnej Polski.
Dzieci, których
było coraz więcej, też tu szukały swojego miejsca w
życiu. Ukradkiem zaglądały do budynku przy placu obok kościoła
Św. Katarzyny, bo tam się miała mieścić szkoła powszechna.
Szkoła jest pojęciem, które łączy w sobie uczniów i
nauczycieli.
Byli już wtedy i nauczyciele. Była p. Magdalena Lipińska,
p. Helena Mohs, p. Janina Derżko, p. Alicja Piotrowska dziś
Skibicka. Był tez mianowany kierownik szkoły p. Edward Majkut.
Ludzie ci z wielkim poświęceniem pracowali od rana do wieczora
nad usuwaniem śmieci znajdujących się w budynku i otoczeniu
szkoły. Do pomocy władze miasta przydzielili im grupę
niemieckich pracowników. Tak więc już we wrześniu 45 roku
dzieci i młodzież mogły rozpocząć nowy rok szkolny.
Uczniowie ci byli
w różnym wieku i z różnym bagażem przeżyć wojennych.
Pamiętam więc niektóre sylwetki moich kolegów i koleżanek.
Wielu z nich przychodziło prosto z lasu czyli z partyzantki no i
z frontu. Nosili więc mundury wojskowe. Inni wyrośnięci i
prawie już dorośli, nosili na głowach kapelusze i długie za duże
płaszcze, bo innych ubrań wtedy nie mieli. Pamiętam, że przy
spotkaniu z nauczycielami uchylali kapeluszy i salutowali na
baczność.
Naszą panią w klasie piątej była. P. Zofia Hakemer. Ta
wysoka, postawna, ładna i energiczna kobieta miała na nas wielki
wpływ. Uczyła różnych patriotycznych pieśni i do dziś pamiętam
słowa i melodię takich pieśni jak „Czerwone maki”, „Z
dymem pożarów” i „Patrz Kościuszko”. Obowiązki szkolne
wypełnialiśmy bez przymusu. Uczyliśmy się bez podręczników,
uważnie słuchając słownego przekazu wiedzy. Notatki robiliśmy
na papierze z niemieckim nadrukiem.
Wśród tych nauczycielskich sylwetek zachowałam w pamięci
postać ks. Leszczyńskiego, który był niskiego wzrostu, nosił
czarny kapelusz i
czarną pelerynkę do pasa, a w ręku miał zawsze grubą drewnianą
laskę. Często widywaliśmy go w towarzystwie naszej pani i jej męża,
który też nie był wysoki.
Nasza postawna pani w towarzystwie dwóch niższych mężczyzn,
mimo szacunku, wzbudzała w nas złośliwe uśmieszki. Bardzo
kochaliśmy naszą panią i na jej imieniny 15 marca
przynieśliśmy do klasy naręcza polnych kwiatów i śpiewaliśmy
jej piosenki, które były wiązanką ze wszystkich stron Polski.
Byliśmy dumni ze swojej pani, bo to ona uczyła nas tego, że te
tereny, gdzie przyszło nam na nowo budować zręby Polski nie są
tak zupełnie obce i pozbawione śladów polskości. Ślady
polskie odkrywaliśmy na cmentarnych nagrobkach. Utkwiły mi więc
w pamięci takie nazwiska jak: Florian Mocny, Maria Kowalska, Józef
Bida, a było ich tam wiele.
Do lipca 1995r. nosiłam w pamięci tajemnice grobowca na
ewangelickim cmentarzu, tu gdzie jest dziś przedszkole. Otóż w
grobowcu tym były trzy rozbite trumny, a w nim trzy zabalsamowane
ciała. W środku kobieta i trzech mężczyzn. Snuliśmy wtedy różne
historie na ich temat. W sierpniu tego roku odwiedził swoje
rodzinne miasto Bierutów Niemiec pan Jagele. Opowiadał on, iż
te zabalsamowane postacie zginęły tragicznie i były właścicielami
naszego zamku. Wspominał też ks. Leszczyńskiego, u którego on
jako 12- letni chłopiec pasł w 45 r. krowy. Ksiądz dawał mu
chleb, mleko i ser. Jego bardzo wysoka i potężnie zbudowana
gospodyni p. Lewińska tez mu wciskała pod pazuchę kawałek
placka i mówiła, że Polacy nie maja wiele, ale ona wie, że
jego młodsze rodzeństwo jest głodne.
Pamiętam też
inne wydarzenia, z które winę sobie przypisywałam, a było to w
dniu kiedy pełniłam obowiązki dyżurnej. Piec kaflowy, w którym
palił się ogień, zaczął dziwnie stękać. Pobiegłam wtedy do
pokoju nauczycielskiego wołając panią, która szybko przyszła
do klasy i kiedy przystawiła taboret do pieca, nastąpił wybuch
i piec rozsypał się na drobne kawałki. Lecące kafle pokaleczyły
panią i mnie. W węglu znajdowały się pociski, które były
przyczyną wybuchu.
W każdą niedzielę gromadziliśmy się przed szkołą i
parami ze śpiewem maszerowaliśmy do kościoła na mszę świętą.
Braliśmy też udział w wystawianych jasełkach, przedstawieniach
i imprezach. Zapamiętałam też imprezę, którą wraz z
nauczycielami przygotował p. Widlarz, kolejny kierownik szkoły.
Było to 24 czerwca 46r. i do tego w nocy o godz. 24 nad rzeką
Widawą. Puszczaliśmy na wodę wianki, do których przymocowane
były płonące świece. Było to tak zwane święto Kupały.
Powstawały tez między nami różne nieporozumienia,
czasem rodziły się antagonizmy. Wtedy to pisaliśmy do siebie złośliwe
docinki. Do dziś pamiętam jak przezywałam swojego kolegę mając
do niego jakąś zadrę. Uraziłam go w tedy boleśnie nie zdając
sobie sprawy z tego, że identyfikowanie go z tymi, przed którymi
on musiał uciekać, aby uniknąć śmierci, było z mojej strony
nieprzemyślanym aktem odwetu i skandalu.
Harcerstwo w owym czasie było ściśle związane ze szkołą.
Pierwszą żeńską drużynę im. Marii Konopnickiej prowadziła
druhna Krysia Lipińska dziś p. K. Wojtkowiak. Ja pełniłam rolę
zastępowej. Harcerstwo było dla nas szkołą życia i chwilami,
w których realizowały się nasze dziecięce marzenia. Poznawaliśmy
siebie nawzajem i nawiązywaliśmy przyjaźnie. Były to ciekawe
zbiórki i ogniska, przy których rodziła się spontaniczna i
wesoła rozrywka. Bardzo często ulicami naszego miasta maszerowały
harcerskie drużyny. Śpiewaliśmy wtedy jak wojsko, wesołe
harcerskie piosenki. Miedzy innymi zapamiętałam słowa i melodię
piosenki „Czin czi nel czin czinela to była banda Banden Poułela”.
W drużynie harcerskiej uczyliśmy się historii i odpowiedzialności
wobec życia, w które wchodziło każde z nas. Uczciwie
przestrzegaliśmy prawa harcerskiego nakazującego nam służyć
Polsce i bliźniemu.
Po latach stając jako nauczycielka przed dziatwą szkolną
nie wiedziałam, że moja rodzina będzie najliczniej w tym pięćdziesięcioleciu
kontynuować zawód nauczycielski. Moja teściowa Magdalena Lipińska
i jej syn a mój mąż, Tadeusz Lipiński, mój syn Zygmunt
Lipiński, jego żona Teresa Lipińska, wnuczki Magdaleny Lipińskiej
Maria Bielecka i Magdalena Lisowska też są nauczycielkami,
Helena Wojtkowiak jest nauczycielem matematyki.
W tej to oto
szkole byłam uczennicą, nauczycielką i z niej też odeszłam na
emeryturę. Pracując do dziś mam za sobą 40- letni staż pracy.
Dziś jeszcze mogę patrzeć w piękne dziecięce
oczy i odwzajemniać ich uśmiech.
Mam nadzieję, że ta garść moich wspomnień przybliży
dzisiejszemu pokoleniu atmosferę tamtych dni.
Alicja
Lipińska
Leokadia
Oleniecka
wspomnienia
Świeci pyszne słońce. Wokół, za oknami skrzy się mroźna
biel śniegu. Widok jest rozległy- łąki, rzeka, pola aż po las
na horyzoncie- doskonale widoczne z okien pierwszego pietra.
W izbie szkolnej piec kaflowy bucha ciepłem, ale grzeje
jedynie tych, którzy mają dziś szczęście siedzieć najbliżej;
z lewej strony od drzwi, tuż przy stoliku nauczyciela. Reszta
zakuta w ciepłe okrycia, niektórzy w żołnierskie płaszcze,
rozgrzewa się powoli. Pod ścianami i blisko okien ciągle
jeszcze zimno.
Siedzisz sobie więc jako jedna z trzech w dwuosobowej ławce
i uważasz, że to jest wszystko, czego od ciebie tu oczekują.
Tam, na przodzie klasy, przy tablicy i nauczycielu toczy się
lekcja – rozwiązują jakieś zadanie, o czymś dyskutują –
ale ciebie to zupełnie nie obchodzi. Ty przebyłaś wczesnym
rankiem 6 km w kopnym śniegu i czujesz tę drogę jeszcze w
nogach. Odpoczywasz.
-
Ty, w ostatniej ławce, w środku, tak, ty, - słyszysz głos
nauczyciela- Jak się dodaje ułamki o różnych mianownikach?
Szturchają cię koleżanki. To do ciebie!
Wstajesz
ociężale, powoli zdejmujesz palto, bo nagle zrobiło ci się gorąco
i patrzysz spokojnie w oczy nauczyciela i zupełnie nie wiesz,
czego chce od ciebie ten pan w okularach. Dlaczego cię nagle wywołał?
Nigdy dotąd tego nie robił! Przecież ma koło siebie tylu
starszych i mądrzejszych. Oni wiedzą wszystko! Niech oni
odpowiadają. Ty dopiero co byłaś w klasie czwartej i od półrocza,
od stycznia 1946r. znalazłaś się w klasie piątej Publicznej
Szkoły Podstawowej w Bierutowie, bo twój nauczyciel, pan Gawroński,
uznał, że możesz przejść do klasy wyższej.
Tam,
w czteroklasowej Szkole Powszechnej w Wojcieszkowicach tak samo
sobie siedziałaś, ale zapytana odpowiadałaś i wiedziałaś, że
twój nauczyciel był z ciebie zadowolony.
Na szczęście, pan Kisielewicz – nauczyciel matematyki
– jest wyrozumiały i nie zostałaś ukarana za swoją nieuwagę.
Po latach, jako nauczycielka, patrzyłam wielokroć w
spokojne, przejrzyste dziecięce oczy, w oczy, które czasem nie
wiedziały, czego od nich oczekuję i myślałam:
-
Jak do tego dziecka dotrzeć?
-
Czym je zainteresować?
-
W jaki sposób je nauczyć?
Często
się udawało, ale czasem wychodziłam z tej walki pobita – nie
nauczyłam.
Moi nauczyciele matematyki też mieli ze mną strapienia,
bo wyżej czwórki nie wzleciałam, a bywało, ze obniżałam
loty.
Takich, co to drogę do szkoły długo czuli w nogach było
w klasie kilkoro – z Bukowia chodził pieszo albo jeździł
rowerem Heniek S., z Wabienic Janek Z.
W roku szkolnym 1947/48 zapisanych do klasy VI, a przybyłych
z różnych stron Polski było 46. Wiek szóstoklasistów tez był
rozmaity.
Z Bawarii przyjechał do Bierutowa Heniek S.,
osiemnastolatek. Był bardzo dobrym uczniem i pięknie rysował. Z
okolic Łucka było w klasie kilku szesnastolatków.
Wśród
nich bardzo zdolny matematyk Z. Fedyk.
Jeszcze inny kolega pięknie śpiewał lwowskie i żołnierskie
piosenki. Ale to zamiłowanie nie wyszło mu na dobre. Kiedyś, idąc
do domu ul. Kolejową, a mieszkał na Osiedlu, musiał minąć
posterunek MO przy tej ulicy pod numerem 2. Szedł i śpiewał. A
głos miał donośny. Nie podobało się to posterunkowemu i
zatrzymał go. Zabrał go do osobnego pomieszczenia i zaczął okładać.
-
A wolno to tak bić za nic? – spytał nasz kolega.
-
Wolno, jak nikt nie widzi – odparł milicjant.
No
to wtedy Władek W. użył sobie. Za pobicie i obrazę milicjanta
przesiedział w więzieniu chyba ze trzy lata.
Najwięcej w naszej szóstej klasie było piętnastolatków
i dwie dwunastolatki.
Starsi
mieli swój świat zainteresowań i nie dopuszczali młodszych do
swoich tajemnic. Mimo to, żyliśmy w harmonii, a nauczyciele uważali,
stanowimy dobry zespół. Wśród nast. Dorastało dwóch przyszłych
księży – ks. Konrad Łydżna, ks. Gerard Wysocki.
Łączyło na pewno jedno wielkie uczucie do naszej
wychowawczyni, pani Zofii
Hakemerowej.
Cóż to był za dzień 15 maja, dzień jej imienin! Klasa
tonęła w różowym głogu, który akurat zakwitł przy kościele
Świętego Józefa. Kwiaty
zwisały zewsząd. Było różowo i pachnąco. Heniek wymalował
przepiękną laurkę. Wszyscy wyszorowani, wyświeżeni, ubrani w
najlepsze okrycia, staliśmy uśmiechniętym rzędem z własnoręcznie
przygotowanymi prezentami, a kilka dziewczyn wśród nich i ja, z
koszykami płatków kwiatowych, przy drzwiach do klasy. Na hasło
Władka „Idzie!” płatki kwiatowe frunęły w górę. Przed
naszą nauczycielka sypaliśmy kwiaty! Nie wiem skąd nam to
przyszło do głowy?! Chyba z serca. Życzeniom, wierszom, śpiewom
nie było końca. Pani Hakemerowa zdumiona i szczęśliwa uśmiechała
się życzliwie. Zostaliśmy całą klasą zaproszeni na
podwieczorek do zamku! To było coś!
Po jakimś czasie nasza nauczycielka delikatnie wyjaśniła,
kiedy to i przed kim można sypać kwiatki.
Ten dzień był dla nas bardzo ważny, bo w ścisłej
tajemnicy przygotowaliśmy wszystko samodzielnie. A że uroczystość
wypadła znakomicie (tak nam się wydawało) byliśmy szczęśliwi.
Do dziś wspomnienia tego dnia wywołują we mnie radość.
Leokadia
Oleniecka
Grażyna
Skraburska
Wspomnienia ucznia i nauczyciela
Tak,
to było w 1956r.
Pamiętam
doskonale, jak zostałam przyprowadzona po raz pierwszy do szkoły
i stanęłam w szeregu pierwszoklasistów. Z przerażeniem
spostrzegłam, że byłam najmniejsza z najbardziej wypchanym
tornistrem. Najmniejsza pozostałam do końca i wcale się nie
oburzałam, że mówiono do mnie „maciupka”. Z pierwszych lat
pobytu w szkole wiele wspomnień zatarło się w pamięci, ale późniejsze
lata pamiętam doskonale.
To
były piękne dni...
Jakaż
wspaniała była klasa, do której uczęszczałam, jacy mili i
serdeczni nauczyciele. Tych dni nie zapomnę nigdy. Może właśnie
ta serdeczność, zapał i wspaniałe lekcje nauczycieli spowodowały,
że poszłam w ich ślady.
Tak,
na pewno ich przykład był decydującą pobudką. Jestem i będę
im bardzo wdzięczna.
Pamiętam, kiedy nadszedł dzień rozstania ze szkołą,
klasą, nauczycielami. Czułam się bardzo przygnębiona, gdyż byłam
przekonana, że nigdy już tu nie powrócę, a jednak wróciłam.
Może teraz zdaję sobie (bardziej dojrzale) sprawę z tego, ile
serca zostawiłam w tej szkole. Przypominam sobie doskonale szereg
występów w doskonałych przedstawieniach
reżyserowanych przez p. Zygmunta Fedyka i swój drżący głos,
kiedy w sztuce „Książę i żebrak” wymawiałam słowa:
„braciszku – ty biedzisz...”. Jak byłam w tedy dumna ..., a
zarozumiała. Chciało się w tedy uczyć i grać.
Zawsze najbardziej lubiłam język polski – może
dlatego, że lekcje prowadzone przez p. Fedyka były wprost
koncertowe. Pozostałam temu przedmiotowi wierna do końca.
Dzisiaj mnie w udziale przypada rola polonistki, a co najważniejsze,
nauczycielki w tej szkole, w której zaczynałam pisać pierwsze
literki i składać pierwsze wyrazy.
Gdy we wrześniu (1969r.) przekroczyłam próg szkoły,
serce uderzało jakoś rytmicznie, a do ust cisnęło pytanie- jak
to będzie? Teraz już wiem- jest wspaniale!
Ci
nauczyciele, którzy kiedyś mnie, jako uczennicy stawiali dwóje,
zostawili w „Kozie” i wlepiali łapy, są teraz przyjaciółmi
i kolegami – a to najważniejsze. Czasem potraktują jak byłą
uczennicę w sposób bardzo serdeczny (najbardziej p. kierownik
Fedyk), ale wtedy czuje się bardzo blisko z nimi związana- to
takie miłe być wiecznie Grażyną.
Grażyna
Szczęsna
Maria
Bieleca
wspomnienia
Był taki czas w historii Bierutowa, gdy istniały dwie
szkoły podstawowe. W 1959r. zostałam uczennicą klasy I „a”
szkoły Podstawowej nr 2 w Bierutowie, w której kierowniczką była
pani Zofia Hakemer.
Przez
siedem lat miałam najlepszą wychowawczynię- panią Zofię
Drozd.
Od pierwszego roku nauki rywalizowała z naszą klasą
równoległa klasa „b”, której wychowawcą był pan
Zygmunt Drozd. My, klasa „a”, oni- „b”, stale wyścigi w
nauce, spory, rywalizacja o każdą ocenę. I jak na złość
organizowane przez wychowawców wspólne wycieczki, zawody,
zabawy, konkursy.
Na początku siódmej klasy
dowiedzieliśmy się, że ministerstwo oświaty wprowadziło
kolejny etap reformy szkolnej i w jego wyniku połączone zostaną
„zwaśnione” klasy. Jak to było możliwe? Otóż,
zdecydowano, że dzieci urodzone w pierwszej połowie 1952r. ukończą
naukę w szkole podstawowej po siedmiu klasach, a pozostali zostaną,
by uczyć się jeszcze rok. W ten sposób z dwóch klas siódmych
powstała jedna klasa ósma. Dziwna to była klasa ale jakoś się
dogadywali.
Wrócę jeszcze do
początków mojej nauki. Rok szkolny 1959/60 rozpoczynaliśmy
apelem na boisku szkolnym. Tam też odbywały się wszystkie
apele. Składany był raport przez przewodniczącego samorządu
pani kierownik, śpiewano hymn szkoły.
Myśmy
przyszłością narodu, pieśń nasza pełna sił, dążymy do
wolności grodu, naprzód, lecz nigdy w tył.
Laurami
przystroimy głowy, nie znajmy w życiu swym trwóg,
Polskiej
ojczystej nam mowy nie wydrze żaden wróg.
Dążymy
skrzydła, sokole, nauce poświęcamy czas
A
światło zdobyte w szkole nieśmy do ludu mas.
Laurami
...
Zakończenia roku zwykle miały miejsce w kinie „Dar”,
bo nasza szkoła nie miała auli.
Przez pierwsze dwa lata nauki mieliśmy ogromne kłopoty ze
zdobyciem podręczników szkolnych.
„Elementarz”
Falskiego miały
wszystkie dzieci, gorzej było w klasie czwartej z książkami do
historii.
Cieszyliśmy
się więc, gdy w związku z wprowadzeniem nowego programu wszyscy
uczniowie klas piątych otrzymali komplety nowych podręczników.
Mogliśmy nowiutkie książki obłożyć w kolorowy papier i uczyć
się na piątkę.
Historią w naszej szkole stał się piórnik (podwójny,
drewniany), które pożyczały panie od Eli Budzyńskiej. Był
doskonały, gdy trzeba było wywietrzyć „łapy”. Piórnik
przez siedem lat był w dobrym stanie, mimo częstego używania.
Chcę jeszcze podkreślić, że do dziś darzymy naszą
szkołę wielkim sentymentem. Mimo, ze nie istnieje już Szkoła
Podstawowa nr 2 w Bierutowie, my, jej absolwenci, spotykamy się
po 25 latach od jej ukończenia.
Byli
z nami nasi pierwsi wychowawcy i nauczyciele: p. Zofia Drozd, p.
Małgorzata Pietroń, p. Leokadia Oleniecka i p. Zygmunt Drozd.
Najpierw odwiedziliśmy naszą klasę, potem do wczesnych godzin
rannych bawiliśmy się w kawiarni. Odprowadzaliśmy się do białego
rana, obiecując następne „Klasowe” spotkanie w kolejną
„okrągłą” rocznice ukończenia naszej szkoły.
Maria
Bielecka
Uczennica w latach 59/66
Magdalena
Lisowska
wspomnienia
Rozpoczęłam naukę w Szkole Podstawowej w Bierutowie
w1967r., kiedy dyrektorem był pan Zygmunt Fedyk. Moją
wychowawczynią została pani Maria Zajączkowska.
Byłam bardzo przejęta tym, że jestem uczennicą. Jak
powiedzieli mi kiedyś później moi rodzice, na lekcjach z taką
uwaga przysłuchiwałam się wszystkiemu i siedziałam tak
spokojnie, że Pani Zajączkowska miała ochotę powiedzieć mi-
porusz się.
Pierwsze lata utrwaliły mi się w pamięci raczej jako
urywki faktów i wrażenia. Ogromny budynek szkoły (teraz taki
nieduży), podłogi smarowane ropą, ławki z przekładanymi
siedzeniami, gorące mleko rozdawane na przerwach, kaflowe piece w
klasach, w których codziennie rozpalano ogień i pań Woźny –
Stabrawa- noszący węgiel.
Potem był czas, kiedy w szkole należało nosić juniorki
tzn. trzeba było zmieniać buty na coś pośredniego miedzy
kapciami a tenisówkami.
Kiedy byłam w starszych klasach w szkole miały miejsce
wielkie wydarzenia: usypano górę ziemi na boisku, miała zostać
nazwana górą Dembskiego lub wzgórzem Neglera, w piwnicy była
świetlica- stołówka, potem powstał klub czyli pomieszczenie,
gdzie oprócz sklepiku były eleganckie stoliki i krzesła. Na
drugim piętrze urządzono wspaniały gabinet dla dziewcząt,
gdzie uczono gotowania i szycia. Zajęcia prowadziła Pani Alicja
Skibicka.
Na strychu była harcówka i pomieszczenie, w którym ćwiczył
zespół wokalno- instrumentalny. Dobrze to pamiętam – grałam
w tym zespole.
Zapewniam, że w szkole absorbowała mnie nie tylko nauka.
Byłam harcerką, pracowałam w sklepiku, śpiewałam w chórze,
pomagałam w przygotowaniu spektaklu teatralnego pt. „Książę
i żebrak”, przez rok byłam przewodniczącą samorządu
szkolnego. Brałam udział w wielu konkursach i olimpiadach.
Pamiętam jedno zabawne zdarzenie – jako uczniowie klasy
ósmej pojechaliśmy grupą na zajęcia do LO w Oleśnicy. Obok
sali, w której mieliśmy matematykę rozpoczynała się olimpiada
geograficzna. Moi koledzy zdecydowali, że zamiast na nasze zajęcia
pójdą na te olimpiadę .
Poszli
i ...wygrali. Geografii uczyła nas Pani Lidia Klonowska.
Pojechaliśmy potem na V Krajoznawczą Olimpiadę Młodzieżową
Dolnego Śląska w okolice Zgorzelca.
Szkołę ukończyłam w 1975r. Dawne czasy, ale miło
wspomnieć.
Magdalena
Lisowska
wtedy Wojtkowiak.
Jan
Wojtkowiak
wspomnienia
GARŚĆ
WSPOMNIEŃ
O BIERUTOWSKICH
HARCERZACH
W LATACH
1945- 48
Początek harcerstwa w Bierutowie to założenie 18 Dolnośląskiej
Drużyny Harcerzy i. Bolesław Krzywoustego, jesienią roku 1945.
Założycielami byli druhowie: Jerzy Sosnowski oraz Stanisław
Kokot, uczniowie Państwowego Koedukacyjnego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego
im. Zbigniewa z Oleśnicy w Oleśnicy. Działali w imieniu Komendy
Hufca Harcerzy w Oleśnicy. Hufcowym był druh Mirosław
Andzellewicz, harcmistrz. Był inżynierem energetykiem. Pracował
w dyrekcji PKP we Wrocławiu, a mieszkał w Bierutowie przy ul.
Koszarowej. Całym sercem oddany ideałom harcerskim. Swoją wiedzę
i doświadczenie umiejętnie przekazywał następnemu pokoleniu
harcerzy.
|